Salezjańska Szkoła Organistowska w Przemyślu

Niniejszy tekst stanowi treść 10. rozdziału Historii Prowincji św. Jacka Towarzystwa Salezjańskiego w Polsce (tom drugi z sześciu). Autorem maszynopisu jest ks. Jan Ślósarczyk sdb (1895-1971). Tekst ten, w zachowanej oryginalnej pisowni, powstał jeszcze przed likwidacją Szkoły przez aparat państwa i służbę bezpieczeństwa w 1963 roku, co wyjaśnia optymistyczny ton podsumowania.
 

ROZDZIAŁ X

Salezjańska Szkoła Organistowska w Przemyślu

Duża rola w upowszechnieniu kultury muzycznej, zwłaszcza tej religijnej, w Polsce, przypadła Salezjańskiej Szkole Organistowskiej w Przemyślu. Należy jej poświęcić odrębną kartę w historii Prowincji św. Jacka.

 

Potrzeba otwarcia Szkoły organistów.

Wertując kronikę Zakładu przemyskiego w odniesieniu do szkoły, dowiadujemy się, iż została otwarta na specjalne życzenie Małopolskiego Episkopatu. Założenie osobnej szkoły dla kształcenia organistów stało się w czasie pierwszej wojny światowej i zaraz po wojnie – prawdziwą koniecznością.

Przemyśl – Zasanie

Różne za tym przemawiały względy. Przez wielokrotne pobory wojskowe dużo placówek organistowskich opustoszało. Ci, którzy pełnili obowiązki organistów-chórmistrzów, najczęściej samouki, nie mający pojęcia o liturgii, śpiewie gregoriańskim, harmonii, a po części i o samej grze organowej, na swoich pozycjach nie zdawali egzaminu. Śpiew kościelny i ludowy był karygodnie zaniedbany. Wreszcie kształtujące się po wojnie stosunki polityczne, wciągały organistów, zwłaszcza po wsiach, do różnych stronnictw, których zasady nie zawsze zgodne były z nauką Kościoła; przynależność zaś organisty do tej, czy innej partii, wprowadzała niezadowolenie i podziały wśród parafian.

Poszczególni księża proboszczowie i biskupi czuli potrzebę naprawy. Uradzili tedy, że należy sposobić narybek organistowski, zakładając osobną szkołę zawodową dla organistów. Na konkretną propozycję wysuniętą przez księdza Biskupa Józefa Pelczara, Salezjanie godzą się zorganizować i prowadzić szkołę muzyki typu organistowskiego. Na jej siedzibę oddano opróżniony właśnie Dom Młodzieży w Przemyślu.

 

Założyciel Szkoły.

ks. Antoni Hlond (Chlondowski)
(1884-1963)

Ukończył też krótko przed wojną Akademię dla Muzyki Kościelnej w Ratysbonie, utalentowany muzyk i kompozytor, → ksiądz dr Antoni Hlond.

Jego to przewidziano i zamianowano organizatorem i pierwszym dyrektorem tej oryginalnej szkoły, jakiej T-wo Salezjańskie dotąd nie znało. Nie miał więc prototypu; wszystko musiał przemyśleć od początku, samodzielnie. Chodziło przede wszystkim o program przyjęcia i nauczania.

 

Dwutorowy program.

W czasie, i zaraz po wojnie – panowało wśród organistów powszechne niezadowolenie. Ferment ten był powodowany najbardziej warunkami ekonomicznymi. Utyskiwali sobie, że to, co im służba przy kościele daje, nie wystarcza na bodaj skromne utrzymanie. Władza zaś kościelna uważała, że za pół, względnie jednogodzinne zajęcie w dni powszednie i za posługi niedzielne, nie można oczekiwać tyle, żeby móc beztrosko żyć. Na tym tle wynikały częste, nieraz ostre nieporozumienia.

Nowa szkoła miała połączyć utile cum dulci, czyli delikatną tę kwestię ku obustronnemu zadowoleniu rozwiązać. Po dokładniejszym rozważeniu problemu postanowiono przyszłych kandydatów szkolić w dwóch kierunkach: na usługi Kościoła w charakterze organisty i dodatkowo w którymś zawodzie praktycznym, dającym się pogodzić z kościelnymi obowiązkami. Za takie uważano ogrodnictwo, pszczelarstwo, księgowość, krawiectwo, szewstwo, a może introligatorstwo, czy zegarmistrzostwo. W ten sposób miałby organista dzień pożytecznie wykorzystany, a przy tym dodatkowe źródło utrzymania.

Teoretycznie idea była słuszna, niewiadomym tylko pozostało, co wykaże praktyka. W konsekwencji ustalono, że nauka dla organistów będzie trzyletnia, a dla obierających jeszcze fach uboczny, czteroletnia. Zakres nauczania miał obejmować:

  1. Wykształcenie ogólne: religia, język polski, łaciński i rachunki.
  2. Wykształcenie zawodowe: teoria muzyki, śpiew ludowy i gregoriański, harmonia z początkami kontrapunktu, instrumentacja, prowadzenie chórów (dyrygencja), organoznawstwo, gra na fortepianie, harmonium i organach.
  3. Wykształcenie dodatkowe według wyboru, jak wyżej.

 

Pierwszy rok szkoły.

ks. Adam Cieślar
(1893-1978)

Z tym programem przystąpiono w roku 1916 do eksperymentalne pracy. Wprawdzie nie było na razie przygotowanych wykładowców. Ksiądz dyrektor Hlond, o ile chodziło o przedmioty muzyczne, musiał starczyć na wszystko. W dyscyplinach ogólnokształcących pomagali mu teologowie: Adam Cieślar (liturgia, język polski) i Jan Rzepka (śpiew ludowy i gregoriański).

Niezbędne instrumenty przejęto z diecezjalnej szkoły organistowskiej. Były to: dwie fisharmonie pedałowe, jeden fortepian i jedno pianino. Zakład zaś, odstąpił do użytku uczniów: jedno pianino, trzy fisharmonie i komplet (30) instrumentów dętych. Starczyło na początek.

Przygotowawszy ponadto sale wykładowe i inne konieczne pomieszczenia dla instrumentów klawiszowych, popularnie „klatkami” zwane, zapoczątkowano dnia 1.IX.1916 r. w Imię Boże pierwszy rok nauki. Uczniów zgłosiło się czternastu.

Zakład w budowie

Ciężkie warunki wytworzone wciąż jeszcze szalejącą wojną, tamowały normalny rozwój szkoły. Asenterunki [powołania do wojska] przerzedzały szeregi uczniów. Niedostatek, graniczący chwilami z głodem, dokuczał, lecz zapał i ofiarna praca przezwyciężały wszelkie trudności.

Także instrumentów przybywało powoli. Zakład oświęcimski odstąpił mały organ z kaplicy św. Jacka, który po domontowaniu pedału służył przez długie lata. Udało się też księdzu Antoniemu Hlondowi nabyć stary organ o dwu manuałach i pedale z dawnej kaplicy książąt Świdnickich w Katowicach. Kupiono też okazyjnie dwa fortepiany wprawdzie z rozbitą płytą rezonansową, ale po reparacji i dołączeniu pedału do nauki się nadały. Są to szczególiki, ale zdolne uświadomić nam, z jakimi trudnościami przychodzi nieraz, ale zawsze zwycięsko, borykać się naszym placówkom początkującym.

 

Drugi rok nauczania.

ks. Augustyn Piechura
(1888-1975)

Kiedy rozpoczynano rok drugi, stan uczniów osiągnął liczbę 40.
Właśnie ukończył w Wiedniu kurs muzyczny ksiądz August Piechura. On też przeznaczony został księdzu dyrektorowi do pomocy. Uformowano zatem kurs drugi.

Trudności narastały dalsze z całkiem nieprzewidzianej strony. Wciąż jeszcze trwały zamieszki i niepokoje. Walka z Ukraińcami o Przemyśl, odbiła się fatalnie na normalnym rozwoju szkoły. Starci uczniowie poszli do wojska. Ponadto zaczęło brakować chleba. Niedostatek sięgnął takie nasilenie, że ksiądz dyrektor był zmuszony odezwać się do dobrodziejów rozpaczliwym okrzykiem: „Głód nam zagraża! Jeżeli do dwóch tygodni nie nadejdzie pomoc, będziemy zmuszeni odesłać do domu naszych wychowanków!” – Wysłano w tej sytuacji telegram do Ministerstwa Opieki Społecznej, które w odpowiedzi asygnowało dla internatu skromny przydział z darów amerykańskich. Niebezpieczeństwo zostało chwilowo zażegnane.

Mimo, a może i wbrew wszystkiemu, nauka i jej systematyzacja postępowały. Uczniowie założyli własną orkiestrę, chór i kółko dramatyczne. Już w roku 1918 odegrano popularne „Jasełka”, które odtąd stały się chlubną tradycją szkoły, a także wydatnym przyczynkiem do jej finansowego wzmocnienia. W lipcu 1919 roku ksiądz dyrektor przeszedł na stanowisko dyrektora całego zakładu, natomiast ksiądz prof. Piechura przejął kierownictwo szkoły.

 

Prawa szkół państwowych.

próba zespołów muzycznych

Gdy życie w zakładzie unormalizowało się, zgłoszono szkołę do odpowiednich władz, najbardziej po to, aby uczniowie mogli korzystać z udogodnień, jakie przysługiwały innym prywatnym, a przez Państwo uznanym zakładom. Kuratorium lwowskie, wobec dotąd niespotykanego typu szkoły, czuło się widocznie niekompetentne i skierowało sprawę wprost do Ministerstwa W. R. i O. P. [Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego].

W kwietniu 1920 roku zjechał z Warszawy po raz pierwszy wizytator. Zainteresował się planem nauki bardzo żywo; osobiście zwiedził wszystkie klasy, egzaminował uczniów. Wynik był całkiem zadowalający, efekt zaś ten, że szkołę wciągnięto na listę szkół prywatnych z uprawnieniami państwowymi. Na tej podstawie przy zakończeniu roku 1919/20 wydano czternastu uczniom dyplomy upoważniające do pełnienia zawodu, a dwudziestu dwom w następnym roku, kiedy szkoła była jeszcze dwutorowa.

 

Program czteroletni.

Czteroletni eksperyment dwutorowości – zawód główny i poboczny – nie zdał egzaminu. Na dostateczne wykształcenie młodego człowieka w dwóch kierunkach zabrakło czasu, a nawet energii. Postanowiono zatem krawiectwo zlikwidować, a inne przedmioty pozostawić, jako dowolne, traktowane po amatorsku.

W niektórych bowiem wypadkach, znajomość ubocznego zajęcia, spraw gospodarczych czy uprawy ziemi, mogła być pożyteczna ze względu na to, że w zakres uposażenia organisty wchodziły często jakieś morgi, a prawie zawsze ogródek. Stwierdzono dalej, że da kandydatów pochodzenia wiejskiego, z muzyką zupełnie nieobytych, trzyletni kurs jest niewystarczający. Przekształcono więc całość nauki na okres czteroletni, wprowadzając dodatkowe dyscypliny, jak historia muzyki, nauka o formach muzycznych, dyrygencja praktyczna, pomnażając równocześnie godziny gry.

ks. Antoni Śródka
(1890-1981)

W tym roku 1921, kierownikiem szkoły został ksiądz Antoni Śródka, który właśnie zdobył dyplom w Wyższej Szkole Muzyki Kościelnej w Ratyzbonie. Przybyła zatem nowa siła pełna świeżego zapału. Młody kierownik rad byłby stworzyć w Przemyślu polską Ratyzbonę. Z miejsca przystąpił do opracowania nowego planu nauczania, uwzględniającego czteroletnie trwanie kursu. Przedstawiony program w Ministerstwie uzyskał aprobatę.

Szkoła w międzyczasie nabrała rozgłosu. Internat wypełnił się do ostatniego miejsca. Metoda pracy była ustalona. Personel dostatecznie wyrównany. Nauka mogła odbywać się planowo. Odczuwano już tylko brak pomocy naukowych. Na górnym korytarzu domu skonstruowano dodatkowych 6 „klatek”. Zakupiono dalszych kilka instrumentów, lecz i tego było wciąż za mało.

 

Wykończenie kościoła i nowy organ.

Ponieważ szkoła miała wyraźne założenie kształcenia sługi Kościoła obeznanych z nabożeństwami i obrzędami liturgicznymi, powinna zatem być powiązana z kościołem, w którym by przyszli organiści zaprawiali się do czekających ich obowiązków. Stąd potrzeba kościoła z chórem i organami. Wprawdzie tuż obok była rozpoczęta budowa świątyni, wiele jednak brakowało jeszcze do jej ukończenia. A więc – kończyć kościół.

Kościół i zakład salezjański w Przemyślu

W zubożałej, wyniszczonej wojną Polsce, nie znajdowało się wystarczających ku temu funduszy. Zbierano wprawdzie składki, rozsyłano odezwy, lecz oczy zwracały się ku bogatej Ameryce. Rad, nie rad kierownik szkoły, ksiądz Antoni Śródka, wybrał się za ocean szukać potrzebnych środków, nie tyle powodowany kończeniem kościoła, jak i przede wszystkim troską o praktyczne wykształcenie przyszłych organistów. Pracował ofiarnie przez dwa lata, za to też budowa postępowała szybko i sprawnie.

Już w roku 1924 świątynia została otwarta dla Służby Bożej, a tym samym dla posługiwania organistowskiego. Kwestarz z Ameryki wrócił na dawne stanowisko kierownika szkoły i pamiętał o organach. Zaoszczędzonych amerykańskich „centów” starczyło na zakup 38-mio głosowych organów we firmie Rieger w Czechach, bo zaraz po wojnie w kraju nie było jeszcze firm tak praktycznie wyrobionych, które by gwarantowały możliwą doskonałość dość okazałego instrumentu. Kolaudacja ich odbyła się 6 grudnia 1925 roku.

Za jednym zamachem i jednym zezwoleniem celnym, sprawdzono ponadto dwa organki szkolne, jedno harmonium i cały komplet instrumentów dętych dla orkiestry symfonicznej. Wspomnieć nie zawadzi, że w tym czasie założono bibliotekę muzyki kościelnej, i co było nowością, zbiór płyt gramofonowych o najlepszych nagraniach utworów religijnych i klasycznych. Ksiądz kierownik Śródka przywiózł ich, nagranych przez czołowych artystów, z górą trzysta.

Szkoła wzbogaciła się dalej, oczywiście za pośrednictwem swego kierownika, o duży, najnowocześniejszy wówczas w Ameryce aparat radiowy. Osobne głośniki zainstalowane po klasach, łączyły uczniów ze światem muzycznym wszystkich krajów… Jak na przeciąg 10 lat były to osiągnięcia gigantyczne.

 

Dziesięciolecie szkoły.

Feliks Nowowiejski
(1877-1946)

Z pełnym tedy zadowoleniem i radością mogła Szkołą obchodzić pierwsze dziesięciolecie swego istnienia w dniu Patronki muzyki, św. Cecylii, w listopadzie 1926 roku. Zaproszeni na tę uroczystość byli wychowawcy i wychowankowie Szkoły z pewną zazdrością oglądali te wszystkie udogodnienia, jakimi cieszyli się ich następcy, a których za ich czasów brakło; ale za to mogli się poszczycić, iż kładli fundamenta pod dzieło o tak bujnej żywotności.

W obchodach tych oprócz księży Biskupów i miejscowych gości wziął udział światowej sławy kompozytor Feliks Nowowiejski, który wieczorem dał koncert na nowych organach, wykonując w przepełnionym kościele utwory Bacha, Regera, Surzyńskiego i własne. Produkcje te przeplatały śpiewy chóru uczniów pod batutą ówczesnego kierownika szkoły u księdza Jana Kasprzyka.

 

Koncerty.

Feliks Rączkowski
(1906-1989)

Podobne koncerty dla estetycznego wyrobienia uczniów odbywały się i w następnych latach. I tak z okazji konsekracji kościoła w 1927 roku koncertował znany muzyk i kompozytor, o. Bernardino Rizzi, franciszkanin. Kilkakrotnie przyjeżdżał z występami były wychowanej szkoły, Feliks Rączkowski, a wtedy już profesor Konserwatorium Warszawskiego, wielki miłośnik Bacha. Zapraszano również kilka razy profesora Bronisława Rutkowskiego z Krakowa.

W ten sposób szkoła nie tylko uczyła młodzież zasad muzycznych i dawała jej sposobność zaprawy w technice organowej, ale organizując z nią występy chórowe i orkiestralne, uświadamiała jej trudności podobnych imprez i zaprawiała do dyrygowania zespołami muzycznymi. Słuchowiska zaś, jak te wspomniane wyżej, wyrabiały u niej smak estetyczny, tak iż absolwent szkoły na posadzie nie tylko dawał sobie radę przy organie, ale wnosił w swe otoczenie ducha inicjatywy w organizowaniu życia kulturalnego.

 

Absolwenci Szkoły.

ks. Władysław Chmiel
(1902-1988)

I rzeczywiście cały szereg absolwentów Salezjańskiej Szkoły Organistów w Przemyślu w dalszym życiu wysunął się na czołowe stanowiska w świecie muzycznym. Wymienimy tylko niektórych.

  • Władysław Sokołowicz – kompozytor, jeden z pierwszych absolwentów szkoły jeszcze trzyletniej, organista najpierw w sławnym Leżajsku, a następnie w katedrze przemyskiej.
  • Władysław Oćwieja – przewodniczący związku organistów w archidiecezji wrocławskiej, a zarazem organista katedry i inspicjent przy budowie w niej 150 głosowego organu, największego w Polsce. Słuchała go wielokrotnie cała Polska, gdyż koncertował dla Radia. Wczesna śmierć zabrała dobrze rokujący talent.
    [zob. także film o życiu Wł. Oćwiei]
  • Antoni Wierzbicki – organista w katedrze włocławskiej, specjalista w śpiewie liturgicznym.
  • ksiądz Władysław Chmiel – obecny dyrektor Szkoły, której sam jest wychowankiem, były członek rady diecezjalnej poznańskiej w sprawach muzyki kościelnej, w której dokształcił się wszechstronnie za swego pobytu we Włoszech.
  • Józef Penc – wielki czciciel św. Jana Bosko i św. Dominika Savio, organista w Lwówku poznańskim. Prowadził chóry i ognisko państwowe muzyczne.
  • Eugeniusz Sroczyński – organista katedralny we Wrocławiu i profesor Konserwatorium poznańskiego.
  • Feliks Rączkowski – wspomniany wyżej wirtuoz organowy.
  • Zdzisław Nowacki – profesor Konserwatorium warszawskiego.
  • Maciej Podgórny – prezes organistów diecezji tarnowskiej, obecnie działa jako muzyk w Szwajcarii.
ks. Karol Lewandowski
(1901-1976)

I tylu innych.

Są też między nimi organmistrzowie, jak Bronisław Kaltenbek w Rokitnicy i Dymitr Szczerbaniak w Łodzi. Według danych statystycznych Szkoły do roku 1960 przesunęło się przez ławy tej uczelni z górą 1000 uczniów, a ukończyło ją pomyślnie przeszło 700.

Późniejsi kierownicy i nauczyciele szkoły: ks. M. Mączeński, → ksiądz K. Lewandowski i → ksiądz I. Mański, a już najbardziej ksiądz Antoni Śródka, kiedy został jej dyrektorem i całego zakładu w 1934 r. nie zaniedbywali niczego, aby dalej ją udoskonalać, wprowadzając wszelkie usprawnienia dostępne tak w programie, jak i w metodach nauczania.

ks. Idzi Ogierman Mański
(1900-1966)

Szkoła więc zyskiwała na znaczeniu w opinii zwierzchników kościelnych, jak zarówno świeckich, co z uznaniem stwierdzały wielokrotne wizytacje. Wizytatorzy mieli sposobność podziwiać występy orkiestry symfonicznej, jak i dętej, chóru, solistów wykonujących utwory nieraz bardzo poważne wprost z artystyczną doskonałością tak z dziedziny kościelnej, jak i świeckiej.

 

Po drugiej wojnie światowej.

ks. Jan Bednarz
(1910-1987)

Niestety druga wojna światowa ten pulsujący życiem ośrodek muzyczny od razu stłamsiła, ale nie była w stanie zgasić u salezjanów zamiłowania do śpiewu i muzyki, ani odwrócić ich uwagi od działalności tak zbożnej i ważnej dla kościoła w Polsce, jaką jest wychowanie przyszłych organistów w duchu iście chrześcijańskim.

Już na rok 1946 otrzymał ksiądz Jan Bednarz zlecenie szkołę z powrotem uruchomić. Zabrał się też do tego z całym zapałem gromadząc rozproszone nuty i instrumenty, przygotowując sale i sprzęt szkolny. Współpracował z nim z pełnym zrozumieniem ważności sprawy cały personel domu. Zgłoszenia uczniów napływały nawet liczniej niż przed wojną. Choć z pewnym opóźnieniem, ale wznowiono wykłady w październiku. Życie powoli wracało do normy.

 

Nowa budowa.

Wobec zwiększonej liczby uczniów u po szkodach spowodowanych wypadkami wojennymi okazał się brak instrumentów, a także lokali. Brakowi instrumentów zaradził szczęśliwy zbieg okoliczności, który ułatwił bardzo zakupienie znacznej liczby fisharmonii i pianin prawie za bezcen z magazynów materiałów powojennych w Legnicy. Używane one były, ale całkiem zdatne do szkolnych ćwiczeń.

Zapotrzebowaniu na lokale zaradzono, rozpoczynając w 1957 r. budowę osobnego pawilonu wyłącznie na użytek szkoły. W tym inicjatorzy budowy spotkali się z dziwną życzliwością i Władz przy przeprowadzaniu formalności wstępnych, jak i czynników kierujących życiem gospodarczym, przy nabywaniu materiałów budowlanych. Budowę finansował Zakład i ofiarne społeczeństwo, a protegował ją przed Opatrznością Bożą św. Józef Patron Domu, który wszelkie opory tak właściwe bieżącym czasom likwidował.

Odkąd poświęcono jedno skrzydło zamierzonej budowy, nauka może odbywać się z pewną wygodą, ale niestety, nie spokojnie, bo raz po raz wyłaniają się różne trudności natury prawnej, finansowej, materiałowej, ideologicznej i takie, które nie wiadomo jak określić, a są specyficznie typowe dla dzisiejszych czasów.

Nic jednak, jak dotąd, nie zdołało i na pewno nie zdoła ostudzić zapału i powstrzymać żywotności Salezjańskiej Szkoły Organistów w Przemyślu, która tak w przeszłości, tak daj Boże nadal, nie zawiedzie położonej w niej nadziei Episkopatu i społeczeństwa.

ks. Jan Ślósarczyk (1895-1971)

W tym miejscu kończy się oryginalny tekst ks. Jana Ślósarczyka.

Niestety, w pół roku po śmierci założyciela szkoły, ks. Antoniego Chlondowskiego, aparat państwa dokonał brutalnej likwidacji szkoły, kładąc tym samym kres chlubnej jej działalności. Historię tę przedstawia przygotowana przez IPN książka Roberta WitalcaIgora Witowicza Salezjańska Szkoła Organistowska w Przemyślu i jej likwidacja w roku 1963.

Pod koniec lat 50. uczniem szkoły był również → Wiesław Pilaciński, organista z mojej rodzinnej parafii, którego gra przyczyniła się do mojej fascynacji światem dźwięków i współbrzmień.