etapy nauki harmonii

Dziś kilka luźnych przemyśleń dotyczących etapów nauki harmonii.

Patrząc z własnej perspektywy, dostrzegam wyraźne i odrębne dwa etapy. Nie chodzi bynajmniej o zakres wiadomości ani podział na harmonię ’szkolną’ i ’akademicką’. Dotyczy on posiadanego doświadczenia i wszelkich prób wykorzystania wiedzy w praktyce.

Jakie wnioski stały się konkluzją?

Pierwszy z etapów nazwałbym TECHNICZNYM.
Jego istotą jest przyswojenie niezbędnych wiadomości i pierwsze próby ich zastosowania. Są to te wszystkie pierwsze prace, których celem jest wykazanie znajomości reguł i stworzenie okazji do eksperymentowania w zakresie umiejętnego ich użycia.

Dodam, że próby te skazane są raczej na niepowodzenie. Ilość wprowadzanych zasad, mnogość możliwości oraz każdorazowy przebieg zadania uniemożliwia podanie gotowej recepty na osiągnięcie sukcesu. Jeśli do tego dojdzie, dyplomatycznie mówiąc nieporadność (zapominanie reguł, brak uwagi, niestaranność), efekt może zniechęcać.

Byłby to więc szalenie ważny etap, który może przesądzić o zainteresowaniu lub zniechęceniu przedmiotem. Tak przynajmniej rozumiem słowa Piotra Czajkowskiego, który na kartach swej książki przestrzegał:

Nie wolno się uczniowi zniechęcić, kiedy okaże się, że na początku swej nauki, będzie musiał zbudować 120 połączeń akordów w jednej tylko tonacji.Piotr Czajkowski (1840-1893)

czy:

Początkowo uczeń ciągle będzie napotykać jakieś drobne trudności (...). Będą one jednak stopniowo zanikać, jak tylko uczeń konsekwentnie dążyć będzie do perfekcji.Piotr Czajkowski (1840-1893)

Drugi etap można najogólniej ująć jako ARTYSTYCZNY.
Rozpoczyna się wtedy, kiedy adept szlachetnej sztuki harmonicznej nie czuje już presji związanej z realizacją reguł, ale swobodnie i świadomie wykorzystuje wiedzę, aby osiągnąć zamierzony efekt.

Jest to wszelkiego rodzaju poszukiwanie brzmienia, aż po napawanie się nim. Tak naprawdę to właśnie ten etap stanowi cel nauki harmonii: zdobyć komplet narzędzi, dających nieograniczone możliwości artystycznego działania. Oczywista, że wkroczywszy w ten rozdział, nie od razu każde opracowanie będzie arcydziełem. Także i ten okres można podzielić pod kątem zaawansowania (biegłości) i jest świadectwem wysublimowania smaku muzycznego. A w szczególnych wypadkach doprowadza do stworzenia idiomu własnego języka harmonicznego.

Dla mnie osobiście jest to ten właśnie moment, z którego czerpię autentyczną satysfakcję. Wszak to nie pamięciowe opanowanie zasad, ilość przeczytanych książek, czy nawet zharmonizowanych melodii jest powodem do dumy. Spełnienie daje świadomość, że – działając z natchnienia – za sprawą nieskomplikowanych środków można choć przez chwilę zapanować nad przepiękną muzyczną materią.
I tu znów kłania się Piotr Czajkowski:

Kto potrafi umiejętnie operować ograniczonym zasobem środków, ten może uważać się mistrzem harmonizacji.Piotr Czajkowski (1840-1893)

Ze zdziwieniem nieco stwierdzam, że trudno przychodzi mi ubrać powyższe przemyślenia we właściwe słowa. Myślę jednak, że ci, którym dane było choć raz zasmakować drugiego etapu, doskonale wiedzą, o co chodzi.

Nieprzekonanym wciąż – a może zwłaszcza rozpoczynającym przygodę ze światem współbrzmień – gorąco życzę, by ten etap muzycznego wtajemniczenia szybko stał się ich udziałem.

HARMONIĘ PRZECIEŻ DA SIĘ LUBIĆ!   😉