R. Milewski: Harmonia funkcyjna. Kurs praktyczny

Romuald Milewski, Harmonia funkcyjna. Kurs praktycznyopis bibliograficzny:


tytuł: Harmonia funkcyjna. Kurs praktyczny
autor: Romuald Milewski
objętość: 61s.
wydawca: Ridero (print on demand)
data i miejsce wydania: (b.m.) 2018


wprowadzenie

Do zakupu książki przekonał mnie jej podtytuł, wskazujący na praktyczną stronę nauki harmonii. Również nie bez znaczenia okazał się fakt, że autor jest organistą (związanym z łomżyńskim Diecezjalnym Instytutem Muzyki Kościelnej). Interesujący okazał się również sam sposób wydania książki – dostępnej w formule print on demand, czyli drukowanej na zamówienie.

omówienie

Przypuszczam, że zamiarem autora było zebranie podstawowych wiadomości z zakresu harmonii i przekazanie ich uczącym się organistom. Książka w żaden sposób nie aspiruje do bycia wyczerpującym wykładem, ale powstała jako pomoc dydaktyczna dla adeptów sztuki tonów.

Układ treści przedstawia się następująco:

harmonia funkcyjna Właściwą część nauki poprzedza wprowadzenie w świat akordów, zasady ich budowania w systemie funkcyjnym oraz bardzo ogólna charakterystyka systemu dur-moll. Tym zagadnieniom poświęconych jest 17 stron, czyli niemal jedna trzecia objętości książki.

Omawiając świat trójdźwięków, autor poleca ćwiczenia praktyczne, dające uczniowi okazję do zbudowania ich od różnych dźwięków oraz – przede wszystkim – do osłuchania się z ich brzmieniem. Takie ujęcie problemu ma jeszcze jeden plus, dość oczywisty w praktyce organistowskiej, to jest oswojenie się z klawiaturą i przełamanie niechęci do tonacji z większą liczbą znaków przykluczowych.

budowanie akordow na klawiaturze Przechodząc do zasadniczej części nauki, przedstawiony mamy wspomniany już wcześniej ogólny zarys harmonii oraz podstawowe zasady funkcjonowania systemu dźwiękowego. Dla osób początkujących mogą to być cenne uwagi, które przecież regulują prawa następstw, łączenia czy rozwiązywania akordów.

funkcja, akord, triada harmoniczna

Dość interesujące jest wskazanie możliwości następstwa D – S, ale wyłącznie jako świadomego zabiegu użytego w konkretnym celu:

laczenie D i S

Po wskazaniu prawideł łączenia akordów, pojawia się kolejna porcja ćwiczeń praktycznych. Interesujące są wskazówki techniczne, a zwłaszcza te, które dotyczą gry na organach. Milewski radzi rozbić czterogłos między pedał (B), manuały (T i A) z wydzieleniem sopranu. Faktura taka odzwierciedla niemiecką liturgiczną literaturę organową i może z powodzeniem służyć jako przygotowanie przyszłych organistów do gry organowej w takim właśnie układzie.

laczenie akordow

Odnośnie do zakazanych kwint i oktaw równoległych, nie pojawiają się szczególne wskazania. Zakaz uzasadniony jest niekorzystnym brzmieniem i redukcją głosów (w przypadku równoległych oktaw). Ale tu znów pojawia się uwaga dotycząca świadomego ich użycia w ściśle określonym celu:

rownoleglocci, rownolegle kwinty i oktawy

Wskazania dotyczące dominanty septymowej zawierają przestrogę przed dochodzeniem ruchem prostym do współbrzmienia septymy (a także sekundy i nony), które autor traktuje jako praktycznie tożsame z błędem równoległych oktaw.

dominanta septymowa D7

Pewną ciekawostką było dla mnie wprowadzenie przez autora nazwy „dominanta skrócona” na oznaczenie D7 bez prymy. Z takim określeniem – podobnie jak z zastosowanym przez autora symbolem: D7 – wcześniej się nie spotkałem.

dominanta septymowa D7 bez prymy

Omówienie trójdźwięków pobocznych dokonane zostało nader skrótowo. Najwięcej uwagi poświęciłem analizie przykładów nutowych, ilustrujących rzeczone akordy, w których do oznaczeń wkradły się pewne nieścisłości:

akordy poboczne

Sp, DpTp to – zgodnie z przyjętą przez autora terminologią – paralele funkcji głównych. Akordu VII stopnia nie można jednak nazwać D7, ponieważ jest to akord pozbawiony prymy, a więc nie jest pełną postacią dominanty septymowej. Błąd ten należałoby chyba zaliczyć do niedoskonałości technicznych składu (druku). Świadczą o tym pojawiające się w drugiej i trzeciej linijce oznaczenia S6D6, w których ewidentnie brakuje przekreślonej piątki (akordy „z sekstą zamiast kwinty”).

Tajemnicze TgSg to – jak się wydaje – górne paralele (medianty) toniki i subdominanty. Za tą interpretacją przemawiają podane obok w nawiasie alternatywne oznaczenie stopniowo-funkcyjne. Jeśli taki był zamysł autora, to szkoda, że zabrakło odpowiedniej legendy przy ich omówieniu.

Największe wątpliwości budzi natomiast oznaczenie (N) Dp. Autor zdaje się tu wskazywać, że subdominanta, akord F-dur, jest akordem neapolitańskim dla paraleli dominanty (? – nie mam pewności odnośnie do interpretacji; trójdźwięk III stopnia z pewnością nie jest akordem neapolitańskim). W myśl tradycyjnych reguł wzięcie funkcji w nawias czyni zeń akord wtrącony. Jednakże autor a do tej pory wskazywał nim alternatywne oznaczenie akordu (np. TgSg). Dodatkowy chaos powoduje fakt, że nigdzie wcześniej nie wprowadzono ani symbolu, ani nazwy akordu neapolitańskiego (a o idei akordów wtrąconych możemy zapomnieć w ogóle…).

Powstał przez to mętlik, nad którym musiałem się zatrzymać dłużej, by dociec, „co poeta miał na myśli”. A może jest to znów niedoskonałość redakcyjna?

Po ogólnym omówieniu akordów pobocznych, autor przechodzi do tematu czterodźwięków septymowych i pięciodźwięków nonowych, chociaż tym pierwszym poświęca więcej miejsca. Omawiając SII7, autor od razu odnosi go do S6 bez uprzedniego wyjaśnienia, że w ogóle istnieje taka forma akordu. Gdyby nie skrótowe wyjaśnienie, należałoby to pewnie zaliczyć do błędów metodyczno-merytorycznych.

Przedstawienie akordu septymowego VII stopnia daje autorowi okazję do omówienia dominanty nonowej, której poświęca zaledwie trzy akapity tekstu (bez przykładów nutowych). Po odwróceniu kartki, czytelnik natrafia na tylną okładkę, która dobitnie uświadamia go, że lektury nadszedł kres…

werdykt

Książkę należałoby traktować raczej jako pomocniczy materiał dydaktyczny niż jako samodzielny, rzetelny wykład przedmiotu. Znając już zasady harmonii, bez większego trudu nadążałem za tokiem myśli autora, ale zastanawiam się, czy publikacja mogłaby posłużyć komuś, kto zaczyna naukę od zera. Tym bardziej że na tylnej okładce czytamy: „Podręcznik do systematycznej nauki harmonii w praktyczny sposób, napisany z myślą o samoukach oraz uczniach szkół muzycznych”.

Doceniam próbę praktycznego podejścia do przedmiotu i myślę, że chętnie skorzystam w przyszłości z niektórych propozycji ćwiczeń. Cieszę się też, że miałem okazję poznać nową dla mnie nazwę „dominanta skrócona” na określenie dominanty septymowej bez prymy.

Mieszane uczucia towarzyszyły mi natomiast w miejscach, o których wcześniej wspomniałem. Niewątpliwym utrudnieniem są dość często pojawiające się literówki, spośród których największym obciachem jest błąd w nazwisku autora na tylnej okładce. Niezależnie od przyczyny, szkoda, że publikacji wydanej w formule print on demand nie towarzyszyła równie staranna korekta i redakcja.