sposoby oznaczania akordów

Zdecydowana większość osób uczących się harmonii w Polsce określa treść harmoniczną za pomocą symboli funkcyjnych. Wskazują one, jaką rolę pełni dany akord w danej tonacji. Taki sposób oznaczania treści harmonicznej nazywa się stopniowo-funkcyjny: określamy w nim funkcję (rolę) akordu oraz stopień, na którym budujemy współbrzmienie, np. TVI, °SII obn., D (= V) itp.

System ten wprowadził pod koniec XIX w. niemiecki teoretyk Hugo Riemann (1849-1919), a myśl tę w Polsce kontynuował Kazimierz Sikorski (1895-1986). I chociaż w rodzimej nauce teorii muzyki system ten jest najczęściej używanym, równolegle stosuje się też inne sposoby określania treści harmonicznej.

Literowe nazwy akordów

Są sposobem najprostszym: wskazujemy w nim, jaki dźwięk stanowi prymę akordu oraz jego tryb. Na przykład trójdźwięk durowy, budowany od dźwięku c nazywamy C-dur, lub jeszcze prościej: C. Trójdźwięk molowy budowany od a to a-moll, lub w skrócie: a.

Oznaczenia literowe jednak różnią się – w zależności od interpretacji przyjętej w danym kraju. Chyba najbardziej oczywistym przykładem jest tu dźwięk b, który w Polsce (oraz krajach niemieckojęzycznych) oznacza „h z bemolem”, a w krajach anglojęzycznych – h. Sprawa dotyczy również akordów budowanych na stopniach chromatycznie obniżanych: nasze Des, Es, Ges, As i B to Db, Eb, Gb, AbBb w krajach anglosaskich.

symbole literowe

Co ciekawe, we Włoszech i Francji akordy bywają oznaczane za pomocą nazw solmizacyjnych (wraz ze wskazaniem trybu przy pomocy odpowiedniego symbolu).

symbole literowe włoskie

symbole literowe francuskie

muzyka rozrywkowa

Obok akordów o trybie durowym i molowym, spotkać można całe zastępy współbrzmień dookreślonych specjalnymi „przydatkami”. O ich mnogości przekona się każdy, kto zechce zapytać Wujka Google o wyniki dla „chord symbols”. Poniżej mała próbka:

akordy "jazzowe"
https://tamingthesaxophone.com/theory/impro/jazz-chord-symbols

Symbole tego typu spotykamy często w śpiewnikach z muzyką rozrywkową, gdzie w sąsiedztwie tekstu podane są towarzyszące mu akordy, np. C e F G lub e a D7 G7. Czasami słyszy się określenie „funkcje” lub bardziej nonszalancko: „funty”. Nie jest to jednak terminologia poprawna, gdyż wskazujemy tu konkretne akordy („imiennie”), a nie wyjaśniamy jaką one pełnią rolę (funkcję) w danej tonacji.

Pojęcie funkcji jest uniwersalne: niezależnie od wybranej tonacji, tonikę zawsze zbudujemy na jej I stopniu, subdominantę – na IV, a dominantę na V. Zmieniając tonację, zapis pozostanie ten sam.

 

Bas cyfrowany

epoce baroku treść harmoniczną wyrażano za pomocą basu cyfrowanego. Metoda ta, uznająca głos najniższy – basowy – za fundament, polegała na wskazaniu interwałów, jakie należy zbudować od danego dźwięku.

Jest to również forma artystyczna, gdyż jej realizacja, chociaż wskazana cyframi, pozostawia wykonawcy dużo swobody w wyborze pozycji, układu, a nawet dwojenia składników. Im lepszy muzyk, tym sprawniej i ciekawiej potrafi realizować basso continuo.

bas cyfrowany
Aldwell E., Schachter C., Cadwallader A., Harmony and Voice Leading, Boston 2011

Z dzisiejszego punktu widzenia wydawać by się mogło, że jest to przeżytek, ukłon w stronę dawno minionej epoki i niezawodne narzędzie tortur uczniów harmonii. Nic bardziej mylnego! Do dziś realizacją partii continuo zajmują się klawesyniści i organiści, a znajomość tej formy zapisu przydaje się każdemu wykonawcy muzyki dawnej.

 

Roman numerals

Zanim Hugo Riemann zaproponował stopniowo-funkcyjną metodę oznaczania współbrzmień, w podręcznikach stosowano cyfry rzymskie, wskazujące stopień, na którym budowano akord. System ten przetrwał do dziś w krajach anglojęzycznych i jest znany pod nazwą Roman numerals („liczebniki [cyfry] rzymskie”).

Roman numerals
Brown J.M., A Handbook of Musical Knowledge, Part 2: Basis of Harmony and Composition, London 1967

Sposób wydaje się całkiem prosty: cyfra wyznacza stopień, na którym budujemy diatoniczny trójdźwięk (z dźwięków tonacji wyznaczonej znakami przykluczowymi). Czasem wielkość cyfr określa tryb: wielka cyfra to trójdźwięk durowy, mała – molowy. I gdyby tak miało pozostać, można by słusznie rozważać wprowadzenie tego sposobu do nauki harmonii: jest on prosty, uniwersalny, wskazuje pokrewieństwa między akordami (I = T, iv = °S, V = D itp.)

Roman numerals
Gauldin R., Woorkbook For Harmonic Practice In Tonal Music, New York 2004

Ale sprawy komplikują się przy bardziej złożonych postaciach. Akord zmniejszony otrzymuje kółeczko, a zwiększony – plusik. Kółeczko bywa przekreślane. Akordy w przewrotach oznacza się za pomocą symboli basu cyfrowanego. Dominanta septymowa to V7, a dominantę nonową określa się jak czterodźwięk septymowy VII stopnia… System jest całkiem prosty, chociaż pierwsze zetknięcie z bardziej złożonymi formami współbrzmień może powodować konfuzje.

Z bardzo ciekawym wariantem Roman numerals spotkałem się w kanadyjskich podręcznikach. Przewroty akordów oznaczono w nich kolejnymi małymi literami, gdzie Ia oznacza T w postaci zasadniczej, Ib – w I przewrocie, a Ic – z kwintą w basie. Trzeci przewrót (np. D7) oznacza się V7d:

Roman numerals w Kanadzie
Ahrens C., Younger J.B., Hints on Harmony, Oakville 1964
Roman numerals w Kanadzie
Horwood F., The Basis of Harmony, Toronto 1948

Jeszcze bardziej wyrafinowane formy akordów, zwłaszcza alterowanych, obowiązkowo korzystają z bogatego ocyfrowania. Jest to konieczne, aby dokładnie wskazać treść harmoniczną.

Roman numerals i alteracje
Brown J.M., A Handbook of Musical Knowledge, Part 2: Basis of Harmony and Composition, London 1967

Ale prawdą jest, że daleko posunięte alteracje zaciemniają poczucie tonalności, będące fundamentem harmoniki funkcyjnej (tonalnej). To właśnie między innymi alteracje przyczyniły się do rozpadu systemu dur/moll. Czy zatem system oznaczeń funkcyjnych jest odpowiedni do oznaczania współbrzmień niezwiązanych z konkretną tonacją?

 

Symbole H. Erpfa

Gdyby spojrzeć na system dur/moll jako całość, otrzymalibyśmy zbiór akordów różnego trybu, możliwych do zbudowania we wszystkich tonacjach. Jak w takim gąszczu należałoby oznaczyć na przykład następstwo Fis → C → As?

Bas cyfrowany i Roman numerals już dawno by „wysiadły”. System funkcyjny z kolei zmusiłby nas do rozpisania kilku linijek symboli i uzasadniania ich „na siłę” wtrąceniami, wyrzutniami i innymi pojęciami, które de facto byłyby mocno naciągane.

Znamienne, że sam Kazimierz Sikorski w podobnych przypadkach ZMIENIA sposób oznaczania akordów:

zmiana sposobu oznaczeń akordów
Sikorski K., Harmonia, cz. I-III, Kraków 1948-1949

Z podobnym problemem spotkał się Hermann Erpf (1891-1961) i zaproponował własny system oznaczeń akordów, ukazujący bliższe lub dalsze powiązania między wszystkimi akordami. Są to głównie relacje dominantowo-toniczne, czyli te same, które leżą u fundamentu systemu funkcyjnego. Różnica polega na „szerszym rozumieniu” tych pojęć i dostrzeganiu zależności między akordami.

proste ćwiczenie

Odpowiedzmy na pytanie: „Jesteśmy w tonacji C-dur. Jak funkcjonują w niej akordy G-durDes-dur? Czy mają one ze sobą coś wspólnego?” Pierwsze, co przychodzi na myśl to to, że G jest dominantą, a Des – mniej typową formą, tzw. akordem neapolitańskim. Idąc dalej:

  • między Des G nie ma dźwięków wspólnych
  • oba akordy reprezentują odmienne funkcje:
    • G to górna dominanta,
    • Des – poboczny akord spokrewniony z dolną dominantą, w dodatku – o trybie molowym
  • są to trójdźwięki pozostające w relacji trytonu
  • połączenie akordów może rodzić problemy, np. (dozwolone w tym przypadku) ukośne brzmienie półtonu, które znamy z tzw. wielkiej kadencji neapolitańskiej doskonałej…

Ale jeżeli rozbudujemy G do dominanty nonowej (z noną małą, bez prymy), otrzymamy dźwięki (g)hdfas. Stąd już tylko jeden krok – obniżenie kwinty w G – dzieli nas od desfas. Dodatkowo, jeśli do Des dodamy septymę (ces), uzyskamy czterodźwięki o identycznym brzmieniu, różniące się zapisem: h–des–f–as  ≅  des–f–as–ces.

Wynika z tego, że (zalterowana) D nie różni się od °S (w rozbudowanej formie)!

Przykład ten w pewnym sensie przybliża nam system symboli harmonicznych w ujęciu Erpfa: wskazuje na proste fakty, które wydają się zupełnie nieoczywiste, zwłaszcza przy pierwszym zetknięciu. Niestety, szczupłość miejsca nie pozwala na dłuższe rozważanie dotyczące założeń jego systemu. Został on jednak dokładnie przedstawiony w piśmiennictwie i tam odsyłam zainteresowanych:

  • Kolanek M., System harmoniczny H. Erpfa, Warszawa 1986
  • również wstęp w Harmonii tonalnej A. Poszowskiego, Gdańsk 1985

Oto niektóre z symboli stosowanych przez niemieckiego teoretyka:

symbole Hermanna Erpfa

symbole Hermanna Erpfa

wnioski

No więc: który więc system jest najlepszy?

Odpowiadając, przekornie zadam kolejne pytanie: a czy któryś musi zwyciężyć w tym „pojedynku”? 🙂 Wszak wszystkie one powstały w określonym kontekście dziejów historii muzyki – każdy z nich ma swoje uzasadnienie. Nieuczciwością byłoby przekreślić jeden, a faworyzować drugi.

Przykładowo w rosyjskich podręcznikach spotkać można kilka sposobów oznaczania akordów, stosowanych równolegle:

Беркоб В., Гармония и музыкальная форма, Москба 1962

 

Nie ulega wątpliwości, że w przypadku każdego z nich trzeba przede wszystkim zadać sobie trochę trudu, by go dobrze poznać (bo kiedy się już z nim oswoimy, wtedy przestaje przerażać!)

Prawdopodobnie najłatwiej przyszłoby uczącym się operować nazwami literowymi akordów. Wtedy jednak ograniczeni zostalibyśmy do jednej konkretnej tonacji (zadania), a próba zharmonizowania tej samej melodii wymusiłaby ponowne „szukanie drogi”.

„Użyteczność” owych systemów zależy przede wszystkim od celu, w jakim go stosujemy. W nauce harmonii (teorii muzyki) stosuje się oznaczenia funkcyjne. Z jednej strony są to pojęcia uniwersalne, z drugiej – najlepiej wyrażają język muzyki klasycznej, bazujący na akordach odmiennych relacji.

Dla analizy muzyki późnego romantyzmu bardziej wskazany byłby system Erpfa, która znacznie ułatwia interpretację skomplikowanych powiązań między akordami. Nieprzypadkowo też polska muzykologia zużytkowuje tę metodę.

A jakie są Twoje preferencje?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *