Harmonizowanie uważam za czystą przyjemność.
Jest to prywatna opinia i rozumiem, że nie każdy musi ją podzielać.
I chociaż stoję na stanowisku, że da się czerpać satysfakcję z tworzenia opracowań, zdarzają się czasem takie melodie, które przysporzą problemów.
Chcę przedstawić ciekawy przypadek takiej właśnie frapującej melodii oraz wskazać, jak można z nią postąpić, korzystając z umiarkowanego zasobu harmonicznych środków.
Przykład stanowi melodia Kazimierza Sikorskiego, zamieszczona w jego podręczniku do nauki harmonii (z 1948 r.), oznaczona jako zadanie nr 221.
Celem uprzystępnienia, oryginalną tonację c-moll zastąpiłem inną, a-moll.
przygotowania
Jak wiadomo, rozpoczęcie pracy nad każdym opracowaniem należy poprzedzić gruntowną analizą. Jak słusznie poucza Jacek Targosz:

Rzeczona melodia – corpus delicti – przedstawia się następująco:

Celowo zamieszczony plik dźwiękowy ma dobitnie podkreślić, że nie jest to wdzięczny materiał do pracy. Melodii, zdaje się, że brakuje składu, dążeń i proporcji – jest wręcz paskudna i już na wstępie może zniechęcić.
No ale, jak głosi porzekadło, ’Pan kazał, sługa musi…’ Kiedy więc przyjdzie nam zmierzyć się z opracowaniem takiego tworu, wypada zacisnąć zęby i dołożyć wszelkich starań, by wyzyskać maksimum potencjału, nawet z tak niewdzięcznego oryginału.
Jeśli ktoś podejdzie do sprawy po linii najmniejszego oporu – czyli harmonizując „według nomenklatury” (określenie Jana Gawlasa) – na zasadzie przypadkowego dopasowania akordów do kolejnych dźwięków melodii, otrzyma taki lub podobny przebieg:

Jego brzmienie będzie równie odrażające jak pierwowzór:
co tu począć?
Napotkawszy podobny problem, trzeba zidentyfikować źródło niezgrabności melodii. Nawet pobieżna analiza ukaże szereg przyczyn:
- przede wszystkim są to dwie synkopy, czyli przesunięcia akcentów, pojawiąjące się w taktach nr 1 i 5;
- druga sprawa to nietypowe brzmienie interwałów zmniejszonych, powstałych w tych samych taktach, pomiędzy dźwiękami c-gis oraz d-gis;
- kolejnym czynnikiem jest zaburzenie muzycznej narracji (i tak już skomplikowanej, dodajmy) przez półnutę z kropką, wstrzymująca rozwój przebiegu dźwięków.
Melodii zmienić nie możemy. Jednak wypunktowanie mankamentów powinno zasugerować taki dobór środków harmonicznych, aby za ich pomocą ukryć, zamaskować niedoskonałości oryginału.
Czy to w ogóle możliwe?
naprawiamy!
Swoistym antidotum na synkopę może być wprowadzenie regularnych zmian akordów. W takim razie tworzący synkopę dźwięk trzeba będzie zharmonizować dwoma akordami.
W łagodzeniu nietypowego brzmienia interwałów zmniejszonych pomogą z kolei dźwięki obce. Oba środki – dźwięki pozaakordowe i interwały zmniejszone – są rozwiązaniami niespodziewanymi. Jeśli więc melodię tworzą nieoczekiwane następstwa, można z tych mankamentów uczynić atut.
Wykorzystanie akordów z dźwiękami obcymi da brzmienie spójne z estetyką melodii. Od strony praktycznej postawi zaś odbiorcę w stan gotowości: „Słuchaj uważnie, bo dzieją się tu historie nieoczywiste…„. Efekt ten dodatkowo podkreśli rozpoczęcie opracowania współbrzmieniem niespodziewanym, np. takim:
Brzmienie wyraźnie się poprawiło, ale i tej wersji daleko do ideału.
Wydaje się, że w przypadku 'naszej’ melodii najlogiczniejsze będą zmiany funkcji co dwie miary. Argument ten należało by odnieść do taktów nr 3 i 5, które swą odmiennością rytmiczno-harmoniczną zaburzają puls półnutowy.
Wprowadzając drobne zmiany, otrzymamy następujący wariant:

co dalej?
To nie koniec pracy – mamy, póki co, rozplanowane funkcje.
Aby harmonizację uznać za zakończoną, należy dopisać pozostałe głosy.
Zaczynamy standardowo od basu (cenne uwagi dotyczące prowadzenia najniższego głosu przybliżyłem → w tym artykule). Dla przypomnienia posłużę się słowami Karla Merza:

Skoro nasze wysiłki koncentrujemy wokół poprawienia brzmienia całości, kolejnym krokiem jest dobre poprowadzenie basu.
W mojej („naprędkiej”) wersji przybrał on następującą postać:

I już nawet sam dwugłos nadrzędny (kolejny termin Jana Gawlasa) odwraca w takiej odsłonie uwagę od mankamentów pierwowzoru. A po uzupełnieniu głosów środkowych, otrzymamy całkiem zgrabną harmonizację:
∴
morał z tej bajki
Bez zbędnego owijania w bawełnę…
Wniosek jest oczywisty – dzięki odpowiedniej (umiejętnie dobranej) harmonii, można zniwelować mankamenty oryginalnej melodii.
Na potwierdzenie tezy przedstawiam kolejno do porównania wszystkie wersje:
quod erat demonstrandum
zamiast zakończenia
Prezentując pochodzącą z podręcznika Kazimierza Sikorskiego melodię, określiłem ją jako paskudną. Nie wiem, może to tylko moje harmoniczne zafiksowanie, ale po przesłuchaniu jej kilkanaście razy, nawet potrafię docenić jej brzmienie.
