harmonią na ratunek

Harmonizowanie uważam za czystą przyjemność.
Jest to prywatna opinia i rozumiem, że nie każdy musi ją podzielać.
I chociaż stoję na stanowisku, że da się czerpać satysfakcję z tworzenia opracowań, zdarzają się czasem takie melodie, które przysporzą problemów.

Chcę przedstawić ciekawy przypadek takiej właśnie frapującej melodii oraz wskazać, jak można z nią postąpić, korzystając z umiarkowanego zasobu harmonicznych środków.

Przykład stanowi melodia Kazimierza Sikorskiego, zamieszczona w jego podręczniku do nauki harmonii (z 1948 r.), oznaczona jako zadanie nr 221.
Celem uprzystępnienia, oryginalną tonację c-moll zastąpiłem inną, a-moll.

 

przygotowania

Jak wiadomo, rozpoczęcie pracy nad każdym opracowaniem należy poprzedzić gruntowną analizą. Jak słusznie poucza Jacek Targosz:

Bardzo przestrzega się przed rozwiązywaniem zadania w formie pisemnej, tj. pisania od razu akordów bez analizy całości. Ta niewłaściwa metoda jest, niestety, często przez uczniów praktykowana z najgorszym wynikiem, szczególnie w późniejszych, bardziej złożonych zadaniach.Jacek Targosz (1936-2008)
 

Rzeczona melodia – corpus delicti – przedstawia się następująco:

K. Sikorski, Harmonia, t. I, Kraków 1948, s. 238 (zadanie nr 221)

Celowo zamieszczony plik dźwiękowy ma dobitnie podkreślić, że nie jest to wdzięczny materiał do pracy. Melodii, zdaje się, że brakuje składu, dążeń i proporcji – jest wręcz paskudna i już na wstępie może zniechęcić.

No ale, jak głosi porzekadło, ’Pan kazał, sługa musi…’ Kiedy więc przyjdzie nam zmierzyć się z opracowaniem takiego tworu, wypada zacisnąć zęby i dołożyć wszelkich starań, by wyzyskać maksimum potencjału, nawet z tak niewdzięcznego oryginału.

Jeśli ktoś podejdzie do sprawy po najmniejszej linii oporu – czyli harmonizując „według nomenklatury” (określenie Jana Gawlasa) – na zasadzie przypadkowego dopasowania akordów do kolejnych dźwięków melodii, otrzyma taki lub podobny przebieg:

Jego brzmienie będzie równie odrażające jak pierwowzór:

 

co tu począć?

Napotkawszy podobny problem, trzeba zidentyfikować źródło niezgrabności melodii. Nawet pobieżna analiza ukaże szereg przyczyn:

  • przede wszystkim są to dwie synkopy, czyli przesunięcia akcentów, pojawiąjące się w taktach nr 1 i 5;
  • druga sprawa to nietypowe brzmienie interwałów zmniejszonych, powstałych w tych samych taktach, pomiędzy dźwiękami c-gis oraz d-gis;
  • kolejnym czynnikiem jest zaburzenie muzycznej narracji (i tak już skomplikowanej, dodajmy) przez półnutę z kropką, wstrzymująca rozwój przebiegu dźwięków.

Melodii zmienić nie możemy. Jednak wypunktowanie mankamentów powinno zasugerować taki dobór środków harmonicznych, aby za ich pomocą ukryć, zamaskować niedoskonałości oryginału.
Czy to w ogóle możliwe?

 

naprawiamy!

Swoistym antidotum na synkopę może być wprowadzenie regularnych zmian akordów. W takim razie tworzący synkopę dźwięk trzeba będzie zharmonizować dwoma akordami.

W łagodzeniu nietypowego brzmienia interwałów zmniejszonych pomogą z kolei dźwięki obce. Oba środki – dźwięki pozaakordowe i interwały zmniejszone – są rozwiązaniami niespodziewanymi. Jeśli więc melodię tworzą nieoczekiwane następstwa, można z tych mankamentów uczynić atut.

Wykorzystanie akordów z dźwiękami obcymi da brzmienie spójne z estetyką melodii. Od strony praktycznej postawi zaś odbiorcę w stan gotowości: „Słuchaj uważnie, bo dzieją się tu historie nieoczywiste…„. Efekt ten dodatkowo podkreśli rozpoczęcie opracowania współbrzmieniem niespodziewanym, np. takim:

Brzmienie wyraźnie się poprawiło, ale i tej wersji daleko do ideału.

Wydaje się, że w przypadku 'naszej’ melodii najlogiczniejsze będą zmiany funkcji co dwie miary. Argument ten należało by odnieść do taktów nr 3 i 5, które swą odmiennością rytmiczno-harmoniczną zaburzają puls półnutowy.

Wprowadzając drobne zmiany, otrzymamy następujący wariant:

 

co dalej?

To nie koniec pracy – mamy, póki co, rozplanowane funkcje.
Aby harmonizację uznać za zakończoną, należy dopisać pozostałe głosy.

Zaczynamy standardowo od basu (cenne uwagi dotyczące prowadzenia najniższego głosu przybliżyłem ⇒ w tym artykule). Dla przypomnienia posłużę się słowami Karla Merza:

Brzmienie harmonizacji zależy od dobrego basu. A ułożenie płynnej i przemyślanej melodii basowej jest prawdziwą sztuką.Karl Merz (1834-1890)

Skoro nasze wysiłki koncentrujemy wokół poprawienia brzmienia całości, kolejnym krokiem jest dobre poprowadzenie basu.
W mojej („naprędkiej”) wersji przybrał on następującą postać:

I już nawet sam dwugłos nadrzędny (kolejny termin Jana Gawlasa) odwraca w takiej odsłonie uwagę od mankamentów pierwowzoru. A po uzupełnieniu głosów środkowych, otrzymamy całkiem zgrabną harmonizację:

morał z tej bajki

Bez zbędnego owijania w bawełnę…
Wniosek jest oczywisty – dzięki odpowiedniej (umiejętnie dobranej) harmonii, można zniwelować mankamenty oryginalnej melodii.
Na potwierdzenie tezy przedstawiam kolejno do porównania wszystkie wersje:

quod erat demonstrandum

 

zamiast zakończenia

Prezentując pochodzącą z podręcznika Kazimierza Sikorskiego melodię, określiłem ją jako paskudną. Nie wiem, może to tylko moje harmoniczne zafiksowanie, ale po przesłuchaniu jej kilkanaście razy, nawet potrafię docenić jej brzmienie.