Kto zajrzał już do wpisu O HARMONII, zwrócił z pewnością uwagę na opinie teoretyków muzyki, dzielących się swoim doświadczeniem związanym z nauką harmonii. Jeden z autorów – Kazimierz Garbusiński – zasugerował nawet, że dla jednych harmonia może być źródłem szczęścia, dla innych zaś – źródłem kataklizmów w życiu.
Choć osobiście uważam, że jest to opinia nieco przesadzona, spróbuję odpowiedzieć na pytanie: jak można uchronić się przed tą drugą ewentualnością? Innymi słowy: co zrobić, by osiągnąć harmoniczny sukces?
Cóż, sprawa wydaje się prosta, choć – jak za chwilę się przekonamy – składa się na nią kilka istotnych wątków. Odpowiadając na postawione pytanie, posłużę się kolejnością aspektów wymienionych przeze mnie we wspomnianym już artykule. Będą to: teoria, predyspozycje intelektualne i cechy charakteru, praktyczny wymiar dyscypliny, a także jej „ostateczny” cel.
theoría
Jeśli chodzi o aspekt teoretyczny, istnieją takie działy zasad muzyki, których znajomość jest nieodzowna:
nazwy dźwięków, oktaw, znajomość klucza wiolinowego i basowego = sprawa elementarna i dość oczywista, więc pozostawię ją bez komentarza.
interwały (oraz ich przewroty) = umiejętność szybkiego określania interwałów w znaczący sposób ułatwia naukę harmonii. Biegłość w podawaniu ich nazw i rozmiarów (symbole, np. 3>, 2<), wskazywaniu liczby półtonów i przewrotów, a także budowaniu i odczytywaniu interwałów zapisanych na dwóch różnych pięcioliniach itd. to jeden z podstawowych wymogów przydatnych nie tylko w nauce realizacji konstrukcji czterogłosowej, lecz także znacznie ułatwiających poznanie systemu basu cyfrowanego.
akordy (oraz ich przewroty) = harmonia to nauka o budowaniu i łączeniu akordów. Są wśród nich trójdźwięki, czterodźwięki oraz jeszcze bardziej złożone postaci. Jeśli chodzi o trójdźwięki, to – na całe szczęście – istnieją tylko cztery ich tryby: >, o, +, <.
Ale czy na pewno? Kto dotarł do sympatycznego działu o wdzięcznej nazwie alteracje, wie, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej, punkt wyjścia, drzwi prowadzące do fascynującego i – zdaje się – wciąż nieprzeniknionego świata… (zobacz → tu). Nawiasem mówiąc, w większości podręczników dział ten jest traktowany bardzo ogólnie albo wręcz całkowicie pomijany (food for thought).
budowa gam durowych i molowych w różnych odmianach (przede wszystkim durowej naturalnej i molowej harmonicznej) = omówione powyżej twory, czyli dwu-, trzy- i wielodźwięki, to zaledwie początek; są one materiałem „surowym”, wyabstrahowanym. Miejscem ich konkretyzacji są poszczególne gamy – durowe i molowe – określane za pomocą znaków przykluczowych, mające swoje równoległe odpowiedniki i modyfikowane poprzez ingerencję w VI i VII stopień, dzięki czemu uzyskują kolejne odmiany.
Chociaż wszystkie powstały w oparciu o dwie proste skale, każda gama jest unikalna i ma swoją kolorystykę. Wiedzieli o tym już starożytni, komponując między innymi najważniejsze hymny wyłącznie w skali doryckiej. Mistrzowie baroku wypracowali natomiast tzw. retorykę tonacji, czyli przypisywanie poszczególnym gamom określonego zabarwienia (np. według J. Matthesona E-dur jest pełna zwątpienia, a g-moll – najpiękniejszą tonacją). Niektórzy kompozytorzy w określonych tonacjach stale wyrażali zaś najbardziej osobiste emocje, np. L. van Beethoven: c-moll – patos (pathetique), f-moll – namiętność (appassionato), Es-dur – bohaterskość (eroico).
triada harmoniczna = „gama” i „triada” to pojęcia nierozerwalne niczym ciało i dusza (gdy oddzieli się jedno od drugiego, o pacjencie możemy mówić w czasie przeszłym). Triada zawiera wszystkie dźwięki danej gamy w trzech akordach budowanych na I, IV i V stopniu.
Znajomość triady harmonicznej nie oznacza jednak suchego przedstawienia powyższych faktów. Warto znać tryb poszczególnych akordów oraz tzw. materiał dźwiękowy, czyli dźwięki, które je tworzą (np. C-dur: T = c-e-g, °S = f-as-c, D = g-h-d). To nie jest wiedza „zbędna”! Wszak za pomocą tych akordów i dźwięków tworzymy harmoniczne opracowanie. Można to porównać do konieczności znajomości alfabetu – pojedynczych liter, z których dopiero budujemy sylaby, słowa i całe zdania.
Na uczących się triady czyhają jednak podstępne pułapki. W tonacjach molowych trzeba pamiętać o podwyższeniu tercji dominanty (np. a-moll: D = e-gis-h). Na dalszym etapie nauki musimy uwzględnić akordy jednoimienne (np. S i °S) oraz poboczne, których tryb nie pokrywa się z trybem funkcji, np. (durowa) SII jest akordem molowym.
zasady rozwiązywania dysonansów = mają ogromne znaczenie w systemie dur-moll, u którego fundamentów leży między innymi zależność konsonansu od dysonansu. W praktyce polega ona na tym, że po akordzie dysonującym (np. D7 lub °S6) powinno pojawić się współbrzmienie konsonujące (T). Skoro dysonans wprowadza w muzyce napięcie, należy je umiejętnie rozładować.
Ta niepozorna cecha naszego systemu dźwiękowego wyznacza wiele reguł, których niezachowanie uznawane jest za błąd harmoniczny (np. D → T, konieczność rozwiązania dźwięku prowadzącego, rozwiązywanie septymy i nony w dół itp.).
lόgos + psyché
Przechodząc do predyspozycji intelektualnych oraz cech charakteru, wkraczamy na obszar indywidualny dla każdego z nas. Nie ma dwóch identycznych ludzi, a każdy otrzymał talenty na miarę swoich możliwości. Niewątpliwie ci, którzy mają szczególny dar myślenia harmonicznego, w lot wyczuwają pewne zależności i nauka przychodzi im łatwiej. To prawda, ale przecież nikt nie zabronił nam rozwijać naszego „kapitału początkowego”.
Chociaż w nauce harmonii podstawą jest wiedza, czyli znajomość teorii, liczy się również logika – umiejętność konsekwentnego i celowego myślenia: „dlaczego tak?”, „w jakim celu?”, „co dalej?”, „X wymusi następstwo Y, gdyż…”.
Praca nad rozwijaniem umiejętności logicznego myślenia nie należy do zadań najłatwiejszych – potrzeba do niej chęci, cierpliwości oraz odpowiedniej liczby ćwiczeń. To samo dotyczy zgłębiania zasad harmonii: nie nauczymy się jej w czasie „między zupą a drugim daniem”. Nawet gdybyśmy w tym czasie czytali najmądrzejsze książki. Potwierdzają to liczne cytaty z podręczników, które przytoczyłem we wspominanym już artykule.
Na koniec dodam, że w umiejętność logicznego myślenia warto inwestować! Sprawność ta przydaje się w codziennym życiu i znacznie ułatwia orientację w świecie pogrążonym w tzw. szumie medialnym.
práxis
No dobrze, ale skąd wiadomo, co zabrzmi dobrze, a co źle? Jak nauczyć się harmonicznego myślenia – logicznego prowadzenia głosów? Kto ustalił, że po X musi być Y?
Odpowiedź jest jedyna możliwa: przez praktykę. Im więcej prób i doświadczeń, tym więcej wniosków, a tym samym – bogatsza wiedza. Autorami naukowych traktatów nie są przecież jacyś „mędrcy”, którzy po nieprzespanej nocy postanowili spisać swoje przemyślenia.
Szczęśliwie dla nas nie musimy wyważać otwartych drzwi! Nie potrzeba nam na nowo odkrywać tych prawideł. W licznych traktatach i podręcznikach mamy już spisane wskazówki tych, którzy dzielą się swoim doświadczeniem. Mamy również bogatą literaturę – utwory, które gramy – a one także stanowią niezwykle cenne źródło wiedzy.
Aby z niej skorzystać, trzeba grać świadomie, czyli rozumieć, co się gra. Innym sposobem jest zwyczajne granie konkretnych połączeń przy instrumencie, aby je poznać i przekonać się, jak brzmią.
Ośmielę się też stwierdzić, że nawet świadome słuchanie muzyki rozrywkowej może okazać się pożyteczne – o ile zadamy sobie odrobinę trudu, by przeanalizować współbrzmienie, które nas zaintrygowało, i zweryfikować, czy jest ono dopuszczalne w myśl reguł harmoniki klasycznej.
Jak widać, możliwości jest mnóstwo. Mądre powiedzenie głosi: „Kto chce, znajdzie sposób; kto nie chce, znajdzie wymówkę”.
télos
W poprzednim punkcie skoncentrowały się wszystkie omówione dotąd aspekty: teoria, logika oraz cechy osobowościowe. Trzeba przecież nazwać odpowiednie zjawisko, określić treść harmoniczną, odczytać funkcję itp. Konieczne jest precyzyjne myślenie i umiejętność dokonania podstawowej analizy, czyli rozpracowania całego konglomeratu dźwiękowego: określenia wysokości i czasu trwania dźwięków, rozpoznania współbrzmień oraz interpretacji wszystkich tych elementów w odniesieniu do tego, co wydarzyło się przed chwilą i co nastąpi za moment.
To żmudne zadanie i nieuczciwością byłoby oczekiwać natychmiastowego sukcesu. Kiedy jednak uda się go osiągnąć, czerpie się autentyczną satysfakcję z posiadanych umiejętności.
Jednak sama wiedza nie jest celem nauki harmonii. Dysponując niemal nieograniczonym wachlarzem środków, możemy w artystyczny sposób kreować muzyczną rzeczywistość. To właśnie ona jest sprawdzianem wrażliwości estetycznej.
Oto kwintesencja SZTUKI. Sztuki, którą zabija mechaniczne powtarzanie utartych schematów.
Czy Johann Wolfgang von Goethe parał się harmonią? Pewnie nie. Ale twierdził, że:

I niech to będzie (p)odpowiedź na postawione na początku pytanie.
