akordy jednoimienne

Jeśli idzie o triadę harmoniczną, w każdej tonacji majorowej i minorowej możemy użyć odmiennych trybem akordów budowanych na IVV stopniu. Ponieważ ich prymy to ten sam dźwięk, nazywamy je jednoimiennymi.

I chociaż poznanie nowych środków umożliwia coraz ciekawszą harmonizację, początki mogą budzić wątpliwości: co z czym łączyć oraz kiedy z czego skorzystać. Chcę więc podać kilka sprawdzonych porad, jak się z nimi uporać.

 

wszystko za sprawą odmian

Podstawowymi środkami harmonicznymi jest triada harmoniczna, czyli trójdźwięki I, IV i V stopnia budowane z dźwięków gamowłaściwych skali majorowej naturalnej i minorowej harmonicznej.

Genezę odmian gam oraz uzasadnienie dla wykorzystania minoru harmonicznego przybliżyłem ⇒ w tym artykule. Wprowadziwszy odpowiednie zmiany chromatyczne na VI i VII stopniu skal, otrzymujemy ich odmiany, a w konsekwencji – rozszerzony wariant triady. Wszak VI stopień jest tercją S, a VII określa tryb D.

Pogrubioną czcionką wskazałem literowe nazwy akordów podstawowych. Zwróćmy też uwagę, że w tonacjach budowanych od tego samego dźwięku (w tym wypadku od c), triada harmoniczna jest identyczna, z wyjątkiem trybu toniki.

 

akordy jednoimienne

Jak wspomniałem wcześniej, S°S oraz D°D to akordy jednoimienne. Mają tę samą prymę, mają po dwa dźwięki wspólne, a różnią się jedynie rozmiarem tercji. To właśnie różnica trybu stanowi ich największy potencjał brzmieniowy.

Łączenie ze sobą takich akordów jest stosunkowo proste. Należy jednak pamiętać, by zmiana chromatyczna rozmiaru tercji dokonała się w tym samym głosie i w tej samej oktawie. W przeciwnym wypadku powstanie błąd ukośnego brzmienia półtonu. Pozostałe głosy mają zupełną swobodę ruchu – mogą więc pozostać w miejscu lub zmienić położenie (układ).

Proste? Mam nadzieję, że tak.
Lecz nie o tym miało być…

 

kiedy co wybrać?

Kiedy już oswoimy się z łączeniem akordów (etap „techniczny”), możemy z nich śmiało korzystać, aby kreować dzieło (etap „artystyczny”; ⇒ zob. tu).

Ale skąd wiadomo, kiedy wykorzystać dany wariant triady? Czy można użyć °S w majorowej melodii utrzymanej w odmianie naturalnej? Odpowiedź na te i im podobne pytania jest raczej prosta, choć zawsze zależy od kontekstu – konkretnego ukształtowania danej melodii oraz od smaku piszącego.

 

akord IV stopnia: sprawdzony sposób

W tonacji majorowej w zasadzie zawsze można wykorzystać °S, chyba że harmonizujemy naturalny (nieobniżony) stopień VI, będący tercją +S. Pozostałe przypadki, w których użycie °S dało by nieciekawe brzmienie, można policzyć na palcach jednej ręki (w dodatku po amputacjach). Innymi słowy: ilekroć melodia na to pozwala, można „bezkarnie” podmienić tryb akordu IV stopnia. Nie dość, że nie ryzykujemy błędem, to jeszcze wprowadzamy akord interesujący brzmieniowo. Nastąpić po nim może zarówno D, jak i T, choć połączenie °S-T osobiście bardziej do mnie przemawia (zwłaszcza jeśli tercja °S jest w sopranie).

Skąd °S w majorze czerpie swą moc?
przede wszystkim jest akordem przeciwnego trybu i wprowadza przyjemne (nieco melancholijne, patetyczne) brzmienie. Dodatkowo obniżając VI stopień gamy, nadajemy mu kierunek rozwiązania – staje się on odpowiednikiem dźwięku prowadzącego. Otrzymuje więc siłę zbliżoną do połączenia D-T. Co więcej, zestawienie °S-T jest ciekawsze brzmieniowo ze względu na operowanie akordami przeciwnego trybu.

J. Reiss, Harmonja, Kraków 1923, s. 12

 

akord IV stopnia w minorze

Podlega już większym ograniczeniom. Brzmienie zestawienia durowej S z durową D sugeruje harmonizację majorową, po których pojawiająca się molowa tonika brzmi dość nieoczekiwanie. Aby uniknąć konfuzji słuchowej, należy zachować ostrożność.

Z pewnością po +S trzeba sięgnąć, kiedy w melodii pojawia się VI stopień podwyższony. Jeśli melodia zawiera inne dźwięki, które można opracować za pomocą tego +S (czyli z tercją w innym głosie, niż sopranie), należy wpierw sprawdzić, czy brzmienie będzie zadowalające. Tutaj, niestety, nie sposób podać jednej, uniwersalnej zasady.

Zestawienie durowej ST daje charakterystycznie brzmiący rodzaj kadencji plagalnej, zwanej kadencją dorycką. Moje osobiste skojarzenia są raczej archaiczno-modalizujące.

Również i tu potrzeba nieco wprawy (lub odrobiny cierpliwości – potrzebnej dla słuchowej weryfikacji brzmienia), aby – mimo najszczerszych intencji – nie stworzyć harmonicznej karykatury. Ale są takie melodie, których charakter można podkreślić tym połączeniem, np.:

 

molowy akord na V stopniu

Powiedzmy sobie szczerze: pojawiający się często skrót myślowy — „moll-dominanta nie istnieje!” — nie powstał bez przyczyny. Zarówno w majorze, jak i minorze wykorzystanie obniżonego / niepodwyższonego stopnia VII pozbawia je dźwięku prowadzącego. W efekcie tracimy „wyrazistość” następstwa °D-T. Przypomnę, że to właśnie po to w harmonizacjach minorowych wykorzystujemy przede wszystkim odmianę harmoniczną, aby wprowadzić dźwięk prowadzący.

Eksperymentowanie z °D podlega, moim zdaniem, jeszcze większym obostrzeniom, niż akordy omówione dotychczas. Wszak czym innym jest chwilowe wprowadzenie nieoczywistego rozwiązania w trakcie trwania przebiegu harmonicznego, a czym innym jest „podkopanie fundamentu” końcowej kadencji. Używając ponownie obrazowego porównania, sytuacje, kiedy łączenie °D-T da się bezproblemowo wykorzystać, można policzyć na palcach jednej ręki (w dodatku po ciężkich amputacjach).

Kiedy więc można pozwolić sobie na luksus °D?
Warto wiedzieć, że pozbawienie akordu dźwięku prowadzącego – o określonym kierunku rozwiązania – sprawia, że po °D możemy wykorzystać akord IV st.
Z kolei połączenie °D-T tworzy kadencję eolską.

Ale że oba zwroty są nietypowe, trzeba podeprzeć się doświadczeniem albo weryfikacją brzmienia. Takich następstw nie da się stosować „w ciemno”, licząc na akceptowalne rezultaty.

Bazując na nietypowym, archaizującym brzmieniu, °D wykorzystałem w harmonizacji pieśni kościelnej Ach mój Jezu – odwołując się do surowej estetyki melodii i pasyjnej tematyki tekstu. Oszczędność środków muzycznych oryginału oddaje uproszczona do minimum faktura opracowania.

Ach mój Jezu (opracowanie własne, fragment)

 

ekspresowe podsumowanie

T
°T
S
°S
D
°D
w majorze:
zawsze
zawsze
zawsze
zawsze
wyjątkowo
w minorze:
zawsze
ostrożnie
zawsze
zawsze
wyjątkowo

Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć przypływu inspiracji oraz ciekawych eksperymentów brzmieniowych!