co z tą kwintą? (III)

Kwintowy problem — akt trzeci…

Znamy już wykładnię zakazu postępu głosów w równoległych kwintach i oktawach. Ostatnio przypomnieliśmy sobie o istnieniu akceptowalnego (zdaniem niektórych) pochodu kwint różnych rozmiarem. Na warsztat weźmiemy dziś jeszcze inne, mniej znane, formy omawianych interwałów.

Dziś spróbujemy zamknąć temat – oswoić kwintową bestię.
Czy jest to w ogóle możliwe?

 

kwinty ukryte (i oktawy ukryte)

Występują wtedy, gdy dwa dowolne głosy, z jakiegokolwiek interwału osiągają w ruchu prostym kwintę bądź oktawę. Idea stanie się lepiej zrozumiała, kiedy pochody te wypełni się dźwiękami przejściowymi (ilustrują je ciemne główki nut):

kwinty i oktawy ukryte

Czy są one błędem?
Na to pytanie trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Wszystko bowiem zależy od kontekstu, w jakim się pojawią. Bywa, że taka ukryta kwinta czy oktawa zabrzmi silniej, niż powinna – w takim wypadku słuchacz zwróci na nią uwagę, co można uznać jako błąd. Z kolei umiejętne poprowadzenie głosów (ukrycie ukrytej kwinty) odwraca od niej uwagę, dozwalając na jej „przemycenie”.

Fakt ten sprawił, że niektórzy teoretycy (za) bardzo precyzyjnie określali warunki umożliwiające ich użycie. Podobnie jak w przypadku kwint różnych rozmiarem, elastyczność względem reguł (czytaj: ilość interpretacji) jest ogromna i może przyprawić o zawrót głowy.

Trafnie wypowiedział się w tej kwestii ks. Antoni Chlondowski:

Zresztą, niech uczeń starannie unika kwint i oktaw jawnych, lecz ukrytemi niech się zbytnio nie krępuje, by gorszych jeszcze nie popełnić błędów.

(A. Chlondowski, Nauka harmonji, Przemyśl 1929, s. 11)

Co ciekawe, już nawet w XIX wieku dostrzeżono nierzadko posuniętą do granic absurdu troskę o unikanie jakichkolwiek kwint – w tym: ukrytych – co wybornie wypunktował Józef Sikorski:

Prócz tych widocznych kwint i oktaw są jeszcze i ukryte. Były przynajmniej, bo gorliwość nauczycieli ścigała dawniej wszelki pozór do tego stopnia, że to aż do śmieszności dochodziło i dało powód w niektórych zdarzeniach do nazwania tak wyszperanych kwint i oktaw, papierowemi; słuch bowiem zaledwie ich dochodził.

(J. Sikorski, cyt. za: M. Podhajski, ‘Nowy System Muzyki’ x. Jana Jarmusiewicza w perspektywie polskich prac z harmonii XIX wieku, Gdańsk 1992, s. 147)

 

kwinty słuchowe

To fałszywe (złe) brzmienie połączeń, przy jednoczesnym zachowaniu poprawności ruchu głosów. Nazwę zawdzięczają właśnie dźwiękowemu uwypukleniu mankamentów.

kwinty słuchowe

Określenie oraz definicja pochodzą z książki Władysława ŻeleńskiegoGustawa Roguskiego:

Wystrzegać należy się tak zwanych kwint słuchowych, tj. kwint znajdujących się w tej samej oktawie, choć nie w tych samych głosach. Podobne kwinty są łagodniejszymi, jeżeli drugi akord jest dominantowym.

(W. Żeleński, G. Roguski, Nauka harmonji oraz pierwszych zasad kompozycji, Warszawa 1899, s. 42)

Czy kwinty słuchoweakceptowalne?
Również i tu niełatwo sprawę rozsądzić – jednoznaczna interpretacja możliwa jest dopiero po przeanalizowaniu odrębnych przypadków. W sztuce (muzyce) nie ma miejsca na „mechaniczne” powielanie jakichś wzorców, dlatego też każdorazowy kontekst, realne brzmienie dzieła, ma decydujące znaczenie.

 

kwinty Mozartowskie

To następstwo dwóch kwint czystych w relacji półtonowej.
Stefan Bolesław Poradowski stwierdza:

Niektórzy tylko kompozytorzy pozwalali sobie sporadycznie na użycie kwint równoległych w ruchu o sekundę małą, branych skokiem o kwintę względnie o kwartę.

(S.B. Poradowski, Nauka harmonii, Warszawa 1963, s. 14)

Takie rozwiązanie stosował Wolfgang Amadeusz Mozart, co z czasem zaowocowało powiązaniem jego nazwiska z rzeczonym następstwem.

kwinty Mozarta

Następstwo takie NIE JEST błędem harmonicznym — ale dlaczego?
Uzasadnienie wcale nie wynika ze stosowania takiego rozwiązania przez jednego z mistrzów epoki klasycznej, a z odpowiedniego prowadzenia głosów. W systemie funkcyjnym, czyli dur-moll, każdy dźwięk podwyższony otrzymuje dążenie w górę, a obniżony – w dół; nadto każdy dysonans musi rozwiązać się na konsonans, pokonując przy tym najmniejszą drogę z możliwych.

Tercja °S jest analogiem dźwięku prowadzącego, czyli mającego ściśle określony kierunek rozwiązania: dąży o 2> w dół (nie może postąpić w górę, gdyż posunie się o sekundę zwiększoną). Dodana septyma mała też dąży do opadnięcia o półton: nie może przejść na dźwięk f, bo utworzy akord dysonujący, a skrajne głosy dodatkowo poruszać się będą w równoległych septymach.

Oba składniki realizują więc naturalne dążenia, w wyniku których przypadkowo (tj. „nieumyślnie”) posuwają się równolegle w interwale kwinty czystej. Zasada ta będzie również miała zastosowanie w przypadku innych akordów prowadzących – czyli takich, które zawierają składniki o ściśle określonym kierunku rozwiązania – jak np. akord niemiecki (Ger6+), będący zalterowaną °S7, dający się zinterpretować jako podwójna dominanta.

 

kwinty waltorniowe

A w zasadzie pochody waltorniowe. Ale zastosowanie ma w nich kwinta.
To jeden ze sposobów prowadzenia drugiego głosu, przywodzący skojarzenia z wykorzystaniem waltorni. W ciekawy sposób opisuje je Zygmunt Stępień:

Przy harmonizowaniu melodii używa się czasem prostych a efektownych pochodów dwugłosowych, naśladujących grę dwóch rogów naturalnych i stąd ich nazwa „pochody waltorniowe„. Nadają się one do harmonizowania zwłaszcza piosenek myśliwskich, żołnierskich czy ludowych. W skali majorowej pochody waltorniowe występują między stopniami I i III oraz IV i VI.

(Z. Stępień, Harmonizacja melodii na 2 i 3 głosy, Warszawa 1995, s. 33)

kwinty (pochody) waltorniowe

Omawiając je, Z. Stępień przestrzega:

Stosując „pochody waltorniowe” musimy zwracać uwagę na skalę drugiego głosu. Nie powinien przechodzić on poniżej dźwięku (oktawy małej). Aby uniknąć przekroczenia tej skali można przetransponować piosenkę do wyższej tonacji lub też zrezygnować z najniższego dźwięku (współbrzmienia seksty) i zastąpić go unisonem.

(Z. Stępień, Harmonizacja melodii na 2 i 3 głosy, Warszawa 1995, s. 37 i n)

W dalszej części czytamy:

Wspomnieć jeszcze należy, iż „pochód waltorniowy” wystąpić może również w przewrocie. W takim układzie nie jest to współbrzmienie tak efektowne jak bez przewrotu, ale warto z niego czasem skorzystać, jeśli występuje w melodii pochód trójdźwięku sekstowego od trzeciego stopnia tonacji.

(Z. Stępień, Harmonizacja melodii na 2 i 3 głosy, Warszawa 1995, s. 37 i n)

abbiamo finito?

I oto już w temacie kwint wiemy wiele (wiele – bo z pewnością nie wszystko).
Za tydzień podrzucę kilka sposobów radzenia sobie z kwintami i zadania kontrolne. Czas więc utrwalić dotychczasowe wiadomości…