D–S: łączenie dominanty z subdominantą.
To sztandarowy zakaz, przynajmniej w myśl „szkolnych” reguł. Jednak w określonych przypadkach sztywne, podręcznikowe prawidła tracą swą moc, oficjalnie przyzwalając na niemożliwe.
Kiedyż więc możliwe jest następstwo D–S?
wprowadzenie
Następstwo D–S z reguły uznawane jest za poważny błąd harmoniczny. Narusza on bowiem wewnętrzną logikę przebiegu.
Zbudowany na IV stopniu trójdźwięk – subdominanta – przygotowuje napięcie, które jest domeną, istotą akordu V stopnia, czyli D. Napięcia te zostają rozładowane przez następstwo toniczne. Tak powstaje stały rozwój utworu przez umiejętne gromadzenie i uwalnianie energii harmonicznej.

Odwracając logiczną kolejność następstw – a więc zestawiając D–S – zaburzamy naturalny proces przemian, powodując coś na kształt cofnięcia w rozwoju. Jest to główny argument wyjaśniający zakaz stosowania następstwa akordów V-IV stopnia. Pokrewna zasada dotyczy też użycia trójdźwięków pobocznych pokrewnych S, np. D–SII.
Jednak harmonia dozwala niekiedy na zupełną w tym względzie bezkarność!
Trzeba wpierw spełnić kilka warunków.
casus I: °D
Cały potencjał energetyczny D pochodzi z obecności w niej dźwięku prowadzącego, który dąży do swego „dopełnienia” przez postęp o 2>↑.
Jednak kiedy zabraknie owego dźwięku prowadzącego, akord nie wykazuje aż tak silnego przyciągania w kierunku toniki. Akord V stopnia ma wówczas tryb minorowy. Jego tercja, VII st. gamy – zupełną swobodę ruchu: może przejść o sekundę wielką w górę albo w dół. W pierwszym przypadku rozwiąże się na T, w drugim – na ºS.

I jest to pierwszy z kilku przypadków, kiedy po trójdźwięku V stopnia może nastąpić akord stopnia IV.

casus II: cæsura
Ciągły proces kumulowania napięcia i jego rozładowywania w utworze realizuje się w mniejszych cząstkach formalnych takich jak frazy czy zdania muzyczne. Chwilowe lub definitywne zakończenie narracji muzycznej (kadencją zawieszoną lub finalną), tworzy cezurę. Możliwe jest po niej podjęcie nowej myśli muzycznej – niekoniecznie rozpoczynając ją od toniki.
Sytuację tę ilustrują choćby polskie pieśni kościelne, w których dość często druga część rozpoczyna się formą subdominantową:

I w takim kontekście następstwo D–S(II) nie jest błędem.
cdn…

Od dziecka połączenie D-S kojarzyło mi się z bluesem (12-taktowy bluesowy schemat często ostatnie cztery takty rozpoczyna D, potem S, a na końcu „plagalnie” na T ). Blues jednak to inny świat, ale połączenie D-S tak weszło w uniwersum muzyki rozrywkowej, filmowej, popularnej i… nawet klasycznej (współczesnej chóralnej chocby), że stało się równie naturalne i intuicyjne jak S-D, a przez swą „tajemniczość” nawet bardziej pociągające. Osobiście harmonizując pieśni, gdy melodia domaga się albo D-S (potem pewnie znów D) albo zrobienia fikołków, to wybieram D-S, ale S czynię II stopnia. Wtedy brzmi szlachetnie i dobrze się łączy.
Innym dobrze brzmiącym „czymś” jest granie trójgłosu: 1 – 5 – 3 w decymie – taki trójgłos może być przenoszony totalnie równolegle miedzy dowolnymi funkcjami , i ani równoległosci, ani D-S nie rażą w nim. Polecam np zharmonizować durowo (F) melodię w skali F lidyjskiej – a2, c3, h2…. g2… a2… a2 c2 e3 , d3 (w B ) c3…. efekt jak z muzyki filmowej, wysoki rejestr zabija złe wrażenie. Potem jeśli wyobrażamy sobie tę melodyjkę w decymach wypełnionych kwintą jak wstęp do utworu filmowego, to możemy ją powtórzyc w niskim rejestrze, ale wtedy niestety trzeba użyć klasycznych następstw i czterogłosu. Zrobi to efekt. Proszę spróbować
Jako wychowany na rock and rollu – pochodnej bluesa (II część artykułu), następstwo D-S z jednej strony było dla mnie oczywistością, a z drugiej – poznając zasady harmonii klasycznej – zaskoczeniem wobec surowo zakazanego następstwa.
Upłynęło 'nieco wody’, nim udało mi się wewnętrznie pogodzić te pozorne sprzeczności. Stało się to za sprawą zrozumienia, że prawidła harmonii klasycznej to nie nakaz dla muzyków, ale opis konwencji panującej w określonym czasokresie europejskiej muzyki artystycznej. Choć trzeba powiedzieć, że żaden harmoniczny zakaz nie został sformułowany bez powodu (brzmieniowego).
Pozdrawiam serdecznie.